Blog > Komentarze do wpisu
Człowiek od literki Ź

Nie jest łatwo wrócić znowu do pisania notek. W końcu od wyruszenia w wielką Podróż do Góry Smoka i z powrotem minęły równo dwa lata i mogę się założyć, że po drodze ustawiło się już całkiem sporo osób chcących uszczknąć to i owo z norki nieobecnego hobbita. I na zdrowie, bo uważam, że należy się dzielić, a mnie od tego nie zbędzie.

Ale zanim spojrzę wprzód, chciałbym na chwilę usiąść w fotelu i zastanowić się, jak to się stało, że jestem właśnie tu, w tej norce, w pod tym pagórkiem i jak dorobiłem się miana powszechnie uznanego dziwaka. Bo przecież do pewnego momentu wszystko wskazywało na to, że będę bardzo normalnym i bardzo układnym młodym człowiekiem, który mniej więcej wiedział, co będzie robił przynajmniej do końca swojego życia.

Żeby się tego dowiedzieć, musimy cofnąć zegar o 10 lat. W pięknym roku 2006 postanowiłem wrócić z emigracji zarobkowej i powoli zaczynałem się rozglądać za miejscem dla siebie. Nie był to dobry czas - rynek pracy w Łodzi był nędzny, ja wciąż jeszcze chciałem skończyć studia, a w dodatku właśnie rozpadał mi się długoletni związek. Siłą rzeczy (i rosnącej depresji), a także tego, że jednak miałem nieco zaoszczędzonych pieniędzy, spędzałem dużo, za dużo czasu w internecie. A kiedy kupiłem już sobie na allegro wszystkie klocki lego, które zawsze chciałem mieć i przeczytałem wszystkie rzeczy, które chciałem przeczytać, zacząłem czytać komentarze na forach i, co gorsza, również je pisać.

W tym właśnie miejscu zauważył mnie niejaki Hubert Barański, który wtedy był znacznie młodszy, znacznie bardziej pryncypialny i znacznie mniej miły i z właściwą sobie gracją młodego ogra zaczepnie napisał mi, że może zamiast tyle gadać i wymądrzać się na wszystkie tematy wreszcie zrobiłbym coś konkretnego. Bo roboty jest huk, a, jak to ładnie napisał, postawa "no to weźmy się i zróbcie" powszechna. I wiecie co? Cholera, zrobiłem.

Tak właśnie poznałem Grupę Pewnych Osób, z Hubertem, Patrycją Wojtaszczyk, Kasią Mikołajczyk, Adamem Brajterem, Michałem Leszczyńskim i (nieco później, gdy już myśleliśmy nad założeniem Szacunku dla Łodzi), Ulą Niziołek-Janiak. To właśnie wtedy zacząłem powoli włączać się w różne mniejsze i większe akcje, które Grupa robiła, zwołując się wtedy jeszcze na forum gazety, a później na wewnętrznej grupie dyskusyjnej. To wreszcie wtedy dołączyłem do Stowarzyszenia Fabrykancka, w którym miałem organizować koncerty, a w rezultacie nie zrealizowałem ani jednego. Ale za to miałem i nadal mam możliwość robienia wielu, wielu innych, chyba znacznie ciekawszych spraw.

Jedną z akcji, w którą włączyła się powstała z wielu ludzi tworzących trzon GPO Fundacja Fenomen, była akcja promująca starania Łodzi o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Także i wtedy, samemu nie będąc w Fenomenie, jak zwykle włączyłem się, bo Hubert albo Kasia napisali, że jest taka fajna łódzka przewodniczka, Justyna Tomaszewska, która organizuje fajny event na Starym Rynku i potrzeba kogoś, kto ma sporo wolnego czasu i może pomóc w organizacji. To był już rok 2010, 19 marca. Dokładnie sześć lat temu.

W ten sposób zostałem facetem od litery Ź, bo okazało się, że akcja polega na ściągnięciu na rynek 50 wycieczek, które wcześniej chodziły z przewodnikami po całej Łodzi, rozdaniu uczestnikom i uczestniczkom kolorowych kartek w czterech kolorach i poproszeniu ich o ustawienie się w ściśle zaplanowany sposób, żeby stworzyli w ten sposób gigantyczne logo Łodzi, które z kolei miało zostać sfotografowane z wysięgnika.

Efekt wyglądał tak:

ESK2

1500 osób utworzyło kolorowe logo miasta, a mnie przypadł zaszczyt zadbania o to, żeby udałą się literka Ź. Niby nic, niby głupotka, a jednak człowiekowi robiło się zdecydowanie lepiej na duszy, że da się, że można, że ludzie chcą, jeśli tylko im stworzyć odpowiednie warunki. Właśnie tego nauczyłem się od Grupy Pewnych Osób, od Fundacji Fenomen, od Szacunku dla Łodzi. I właśnie tym się kieruję, robiąc rzeczy w Łodzi czy wszędzie tam, gdzie pojadę. Nauczyłem się, że trzeba być iskrą, która podpala i inicjuje, która daje siłę i nadzieję, że można, że potrafimy, że damy radę, nawet wtedy, gdy brak wiary w siebie i wszechogarniająca melancholia Polski centralnej.

Dziękuję Hubert. Gdyby nie Twoja wiadomość, nie mam pojęcia gdzie bym teraz był. Ale mogę się założyć o bardzo dużo pieniędzy, że nie byłoby to miejsce nawet w połowie tak ciekawe i ekscytujące, jak to, w którym teraz jestem.

 

 

 

sobota, 19 marca 2016, gothmucha

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ewa, *.internetdsl.tpnet.pl
2016/03/21 17:24:51
aż mam ochotę uronić łzę wzruszenia ;)
ale, że to ja, to nie uronię. niemniej jednak - jak to fajnie i dobrze, że tak się sprawy potoczyły!