Blog > Komentarze do wpisu
Where are we now?

Mój blog od samego początku był kroniką mojego zmagania się z Łodzią. Z byciem w tym trudnym mieście i z tym trudnym miastem. Wiele razy o tym pisałem, czasem z gniewem, czasem z rezygnacją. Marzyłem o chwili, kiedy wreszcie odejdę, kiedy się uwolnię. Bałem się tej chwili. A teraz ona chyba wreszcie niepostrzeżenie nadeszła.

Potrzebowałem zejść na samo dno, wejść do samej głębi. Praca w urzędzie była takim czasem, który pozwolił mi lepiej zrozumieć to, jak miasto działa i jakie mechanizmy sprawiają, że wygląda jak wygląda. Z tej perspektywy chyba nawet lepiej widać, jak okrutnym miejscem do życia jest Łódź i szerzej, Polska. A przynajmniej ta jej część, która niesie w sobie dziedzictwo wielu pokoleń w tym samym miejscu. Choć przecież i na ziemiach zachodnich znajdują się takie miejsca jak Nowa Sól.

I oto jestem, z powrotem na moim dąbrowskim blokowisku, po krótkim interludium w samym centrum miasta, tuż pod bokiem rozrastającego się imperium EC1. Tutaj jestem dostatecznie daleko, żeby nie musieć pamiętać o Łodzi i dostatecznie blisko, żeby wciąż czuć, że w niej jestem. Mimo to jest coś uderzającego w fakcie, że bliżej mi na dworzec, niż do centrum miasta.

Więc siedzę na walizkach, trochę u siebie, trochę nie u siebie, czekając na kolejny skok. Zawodowo wyszedłem z Łodzi zupełnie i nie mam tu czego więcej szukać. Pracę mam w połowie w Warszawie, a w połowie w Krakowie, ale na szczęście nikt ode mnie nie wymaga częstej bytności w biurze. Za to ja sam tęsknię za pracą w terenie, którą znalazłem sobie przede wszystkim na Górnym Śląsku, w którym chyba się dość mocno zakochałem. Przede mną trudne zadania tam, ale mało jest tak wdzięcznych miejsc, jak Rybnik, do którego chce mi się po prostu wracać. Polubiłem Katowice, z ich uładnionym w ludzki sposób centrum i nowym dworcem, który może i nie dorasta do pięt poprzedniemu, ale jest od niego o cały ocean przyjemniejszym miejscem do bycia. Przeżyłem też swoją pierwszą żałobę w Bytomiu, a jedynym, co mogłem zrobić, to puszczenie All the young dudes na cały regulator w nocy.

Nie mam pojęcia, dokąd mnie ta nowa droga doprowadzi. Ale nauczyłem się o sobie tego, że jestem skoczkiem, który zawsze stara się chwycić nową okazję i wskoczyć na odpływający właśnie okręt. Ten obecny zdaje się płynąć w szczęśliwe strony.

 

wtorek, 12 kwietnia 2016, gothmucha
Tagi: Łódź

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: