Blog > Komentarze do wpisu
Glad to see you go

A więc Brytania wyszła. Powinienem się tym martwić, bo tym krokiem Zjednoczone Królestwo nie tylko stworzyło niebezpieczny precedens w samej UE, ale też zapewne zrobiło wielki krok naprzód, żeby przestać być Zjednoczonym Królestwem. Ale na razie skupiam się na obserwowaniu reakcji na te wydarzenia, w tym też swojej własnej.

A te reakcje są naprawdę przeróżne. Sam poczułem ulgę - jeśli porównać Unię do zjazdu rodzinnego, to wreszcie trzasnęła drzwiami bogata niesympatyczna ciotka Hiacynta znana głównie z tego, że jeśli już dawała prezenty dzieciom, to raczej te najtańsze i że wszystko jej się nie podobało - od koloru ścian poprzez dania na stole, na doborze kwiatów w wazonie kończąc. Mam wrażenie, że chociaż niektórym osobom jest trochę przykro, szczególnie kuzynowi Waldkowi, który dorabiał do kieszonkowego myjąc okna i ścinając trawnik u ciotki Hiacynty, to jednak większość biesiadników odetchnęła z ulgą i teraz będzie mniej lub bardziej skrycie przedrzeźniać ją i wyśmiewać.

Ale bynajmniej nie angielskie wyjście starej ciotki oczywiście ucieszyło nie tylko niektórych z nas. Mogę się założyć, że korki wystrzeliły na Kremlu, a i w Pekinie pewnie przyjęto tę decyzję z lekkim niedowierzaniem, że ten mały półwysep gdzieś na zachodzie znowu zwariował i sam sobie strzelił w stopę. W Ameryce prezydent Trump też pewnie nie zapłakał, bo doskonale wie, że teraz ciotka będzie mu jeszcze bardziej powolna.

putin

Proces wychodzenia Brytanii z Unii potrwa pewnie jeszcze kilka lat, podczas których będziemy się wykłócać o rodowe srebra i zaległe zobowiązania. Kłótnia będzie eskalować, bo nowy premier Brytanii, kimkolwiek by nie był, będzie miał za plecami nacjonalistów z UKIP, a jego przeciwnicy z Paryża i Berlina swoich własnych eurosceptyków, z Marine Le Pen na czele. Zapewne tymi, którzy oberwą po głowie najwięcej będą nasi współziomkowie, których przez ostatnią dekadę uzbierało się na Wyspie około miliona i liczebnością udało się im prześcignąć Hindusów. A ich rola, wbrew pozorom i temu, co się im wydaje, była kluczowa.

Jako zdeklarowany lewak nie mogę nie widzieć pewnej bardzo prostej zależności. Najwięcej głosów za wyjściem padło tam, gdzie kiedyś, ponad 30 lat temu Żelazna Maggie, do której wszyscy tak w Polsce wzdychamy, złamała górnicze protesty. To właśnie tam, od Yorkshire poczynając, a na zagłębiach Walii kończąc, eurosceptycyzm jest najsilniejszy. Nie dlatego, że ci ludzie urodzili się angielskimi nacjonalistami, ale dlatego, że pamiętają, że ich ojcowie i dziadkowie żyli na pewnym, może nie najwyższym, ale poziomie i czerpali ze swego zajęcia dumę. Ich synowie i wnukowie nie mają niczego takiego - mogą co najwyżej zatrudnić się w magazynach, czy nisko opłacanych pracach, które nie niosą za sobą żadnego poważania w społeczeństwie. Ale nawet tam, od dekady, są wygryzani przez sprawnych migrantów ekonomicznych z Europy Wschodniej, którzy godzą się pracować za uwłaczające godności stawki i którym nie zależy na społecznym poważaniu. Frustracja rośnie, napędzana poczuciem niższości wobec własnych przodków i poczuciem bezsilności wobec obecnej sytuacji. Klasowa analiza całej sytuacji jasno pokazuje, że sytuacja dojrzewała do wybuchu od lat, szczególnie że kolejne rządy zamiast spróbować podnieść standard życia przeciętnego Johna Smitha zamiast dać mu lepsze warunki pracy dawały mu głównie angielski nacjonalizm i rojenia o Brytanii, która znów będzie samodzielnie rządzić falami, podlewane codziennymi doniesieniami Daily Mail o tym, jak to źli imigranci ukradli mu pracę i godność. I John Smith istotnie uwierzył, że kiedy znikną Kowalski z Brazauskasem, to i jemu się polepszy - i faktycznie tak się może stać, bo pracodawcy zmuszeni brakiem dopływu świeżej krwi roboczej być może istotnie będą musieli te stawki podnieść.

Chcąc muzycznie zakończyć ten niewesoły wpis, polecam posłuchać sobie w całości płyty Spokojnie Kultu. I chociaż Arahja może w tej sytuacji zabrzmieć naprawdę profetycznie, a Jeźdźcy zmrożą krew w żyłach, to jednak wieńczące płytę Wstać! pozostawia jeszcze jakąś nadzieję.

piątek, 24 czerwca 2016, gothmucha

Polecane wpisy

  • Trzy i pół tysiąca

    Kiedy szedłem na demonstrację, zastanawiałem się, ile nas będzie. Sto? Dwieście? Trzysta? Pięćset? Może tysiąc? Każda z tych liczb oznaczała przekroczenie jakie

  • Ciesz się że jeszcze żyjesz lewacki debilu

    Komentarz powyższej treści znalazłem na swoim blogu pod notką po kolejnym zdemolowaniu Warszawy w Święto Niepodległości. Osoba pisząca go z serwerów Politechni

  • W poszukiwaniu lewicowego think tanku

    Mam duży problem z ostatnią notką Wojtka Orlińskiego. Z jednej strony bardzo mi się podoba opisanie mechanizmu, który wyjaśnia ciągłą obecność w mediach eksper

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: