Blog > Komentarze do wpisu
Trudno nie wierzyć w nic



 

Look up here, I’m in heaven
I’ve got scars that can’t be seen
I’ve got drama, can’t be stolen
Everybody knows me now

Look up here, man, I’m in danger
I’ve got nothing left to lose
I’m so high it makes my brain whirl
Dropped my cell phone down below

Kiedy szedłem dzisiaj tamą nad Łomianką w Karpaczu, ogarnął mnie ten sam lęk, co zawsze, gdy przebywam w otwartym miejscu. Mam obawę, że nagle, nie wiedzieć czemu, zrobię coś dziwnego, niemądrego, głupiego, takiego jak na przykład rzucenie telefonu przez otwarte okno jadącego pociągu. Albo w dół tamy, z zimny i wartki nurt potoku. Stałem na koronie tamy, zahipnotyzowany wysokością i płynącą pode mną wodą. Słowa zaczęły płynąć w mojej głowie same [I'm so high it makes my brain whirl], telefon powoli zaczął wysuwać mi się z ręki [Dropped my cell phone down below]... Cofnąłem się, a w głowie wybrzmiewały kolejne słowa i nuty.

Kilka godzin później, po skończonych warsztatach, które prowadziłem, ruszyliśmy zobaczyć kościół Wang. Ja, zmęczony, zdeprywowany po 3 godzinach snu i kilkunastu godzinach na nogach, wciąż z Lazarusem Bowiego w głowie.  Szedłem, pozwalając wypełnić się muzyce, pozwalając jej na wyciszenie wszystkich myśli, które miałem w głowie. Szedłem, szukając świątyni i znajdując ją - niewielką, piękną, otoczoną starannie utrzymanym skwerkiem z fontanną. Okalające ją krzewy kwitły na biało, ale ja przysiadłem tylko na chwilę w ich długim cieniu. Wstałem i okrążając kościół dotarłem na skraj malutkiego cmentarza, a potem wzdłuż starannie wysypanej żwirem ścieżki doszedłem do kolejnej fontanny, będącej pomnikiem dawno zmarłej hrabiny von Reden. Tam usiadłem na dłużej, przyglądając się odbijającym światło monetom odcinającym się jasno od miękko zielonego dna kamiennej cembrowiny.

Kolumny fontanny były tak delikatnie gładkie...

Nieco dalej, wciąż z tą samą muzyką wypełniającą moją głowę, stanąłem z nim oko w oko. W niewielkiej niszy, wyrzeźbiony w drewnie, w cieniu wielkiego, rozdrzewionego przez dziesięciolecia bluszczy, siedział on. Jak głosiła dwujęzyczna tablica obok - Łazarz. Lazarus.

Uśmiechnąłem się i zszedłem drogą prowadzącą w dół. Trzy dni to naprawdę niewiele, zaczekam.




czwartek, 09 czerwca 2016, gothmucha

Polecane wpisy

  • Łódź jest wolną kobietą

    Mimo że minęło już kilka godzin od zakończenia dzisiejszej demonstracji, to wciąż nie potrafię wrócić do rzeczywistości. Unoszę się kilka centymetrów nad powier

  • Potęga kobiet

    Bardzo ciężko jest mi wrócić do regularnego pisania. Odzwyczaiłem się. Również istnienie facebooka nie ułatwia - dużo prościej jest napisać kilka linijek, nacis

  • Gdzie jest polska lewica?

    Gdzie jest polska lewica? – pyta redaktorka łódzkiego dodatku do Gazety Wyborczej . Pytanie zdałoby się retoryczne, ale jednak nie. Bo Estera Flieger odpo

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/06/10 01:06:39
Miewam podobne obawy o rzeczy w ręku gdy przechodzę nad kratkami ściekowymi.