poniedziałek, 28 października 2013
Październikowa notka #1

Ale naprawdę obiecuję, że coś tutaj napiszę. I to nie raz. A na razie możecie sobie mnie czytać co drugi piątek w Wyborczej, na drugiej stronie lokalnego dodatku (papier) lub w internecie: tu, tu i tu.

piątek, 22 lutego 2013
Miejsce w pierwszym rzędzie



Więc kiedy już będziesz w pierwszym rzędzie i wreszcie spełni się twoje stare marzenie o koncercie z Kurtem w roli głównej, to proszę, zachowaj nam miejsce. A potem wyjdziemy, będziemy pić, tańczyć, śpiewać i lądować w śniegu i przewracać się i dużo dużo śmiać. A potem przyjdzie wiosna.

wtorek, 04 września 2012
Dzisiaj umarł mój Bóg

W dni takie jak ten zawsze zadaję sobie jedno pytanie. Gdzie był Bóg Abrahama? Bóg Izaaka? Bóg Jakuba i całego Izraela? Gdzie był mój Bóg? 

Nie wiem.

Ale mam nadzieję, że płakał.

niedziela, 05 lutego 2012
Suma wszystkich strachów

Boję się. Boję się, że kiedyś przyłożę ucho do piersi i nie usłyszę bicia serca. Boję się, że przyjdzie mi stracić moje dziecko. Boję się rozłąki, strachu, bólu, rozpaczy.

Wielka szpera. Dzień, w którym Chaim Rumkowski wygłosił słynne przemówienie. "Dajcie mi swoje dzieci" powiedział. Za każdym razem, gdy przypominam sobie te słowa, martwieję. Wszystko we mnie zastyga. Widzę siebie wtedy, w 1942 i swoje dziecko. Nie widzę swojego bólu, swojego strachu. Czuję potworny strach malutkiego dziecka. Dziecka, któremu odebrano mamę. Któremu jest zimno. Które nic nie rozumie. Które jest bezbronne. Dla którego proste zabranie z ramion rodzica jest najgorszą torturą, której nikt z nas nie potrafi sobie wyobrazić. Z tej perspektywy śmierć staje się tylko smutnym wyzwoleniem.

Ci, którzy to przetrwali nigdy nie uwolnili się od tej wizji.

Boję się, martwieję. W gardle pojawia się bolesny kamień, oczy są zaszklone, nie mogę oddychać. Powietrze chwytam krótkimi bolesnymi haustami, w środku wszystko mam ściśnięte w bolesny węzeł.

Nie wiem, co się dzieje w umyśle człowieka, który właśnie stracił dziecko. Nie umiem się nawet tego domyślić, skoro sama myśl o tym działa na mnie aż tak mocno. Tym bardziej nie umiem sobie wyobrazić tego, co dzieje się w umyśle człowieka, który do śmierci swojego dziecka się przyczynił czy wręcz ją spowodował. Nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić - i obym nigdy się nie dowiedział jak to jest. A skoro nie wiem, to jest to najlepszy moment, żeby się nie odzywać i nie oceniać

piątek, 05 sierpnia 2011
Pasztet babci

Sięgając po różne produkty na półce w supermarkecie można się natknąć na różne potrawy zachęcające nas do kupna za pomocą odwołania do szczęśliwych czasów dzieciństwa. Są to różnego rodzaju smakołyki babuni albo inne jak u mamy, ewentualnie cukierki z dziadkiem. Najczęściej przechodzę obok nich zupełnie obojętnie, po części dlatego, że nie moja babcia/mama/dziadek/ciocia nie robili takich rzeczy, a po części dlatego, że moja mama gotuje rzadko, a o mojej babci nigdy nie mówiłem per babunia.

Tym razem dałem się wciągnąć w tą grę. Miałem ochotę na pasztet (zdarza się) i trafiłem akurat na pasztet babci. Nie babuni (patrz wyżej), ale babci. I poszło, bo babcia miała zwyczaj robić pasztet i do dziś pamiętam jego smak (ten smakował inaczej, ale to nieistotne). Jeden przeskok myśli, a ja miałem kluchę w gardle i wróciły do mnie smaki i zapachy dzieciństwa - przetworów, które nieudolnie usiłuję naśladować czy ciast, których już nikt nigdy nie upiecze, bo nikt tak nie umie. Ale przede wszystkim wrócił do mnie dotyk szorstkich rąk i troska, która się za nim kryła. Ich zapach i obraz. 

Babcia nie żyje od pięciu lat, a ja wciąż nie opłakałem jej do końca.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011
dź czna

Miasto Łódź ogłosiło właśnie konkurs na logo i hasło promocyjne. Ja proponuję unikalne połączenie powoli gasnącego napisu na dworcu fabrycznym, tak doskonale oddającego atmosferę miasta (tu w roku 2009 a tu w roku 2011) z trawestacją bojowego i pełnego wiary w swoje możliwości okrzyku krajowców, co pozwala nam uzyskać nową jakość. Hasło jest niezwykle chwytliwe i nosi w sobie ogromny potencjał promocyjny, wskazując na kreatywność tak władz i mieszkańców jak i na rodzący się tutaj nowoczesny, postmodernistyczny dizajn. Nieświecący się neon zmusza do przemyśleń i swoją nieregularnością drażni oko przyzwyczajone do porządku, a prowokacyjne hasło w pełni oddaje tzw. trudną miłość, jaką darzy się Łódź. Jego niebanalność i unikatowość natychmiast wyróżnia Łódź w tłumie innych miast i wskazuje centralną pozycję tego miasta na mapie przemysłów kreatywnych.

Logo wraz z hasłem w pełnej wielkości można zobaczyć tu.

piątek, 24 grudnia 2010
I remember (death in the afternoon)

wtorek, 21 grudnia 2010
środa, 06 października 2010
Alienation, boredom and despair

czwartek, 30 września 2010
Pilne - trzeba krwi!

Jeszcze nie tak dawno temu pisałem notkę skierowaną do Radka Teklaka (znanego jako Radkowiecki), a tu przychodzi jeszcze jedną, w dodatku bardzo pilną i cholernie życiową. A więc wprost - trzeba krwi. Ile, jak i dlaczego, przeczytacie klikając ten link, od siebie dodam tylko prośbę, zresztą skopiowaną, bo lepiej się tego ująć nie dało:

Wiem, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana niż kliknięcie w brzuszek pajacyka ale mam prośbę żebyśmy zrobili przynajmniej tyle, ile jesteśmy w stanie. Jeżeli nie możesz oddać krwi, przeklej linka u siebie na stronie, blogu czy facebooku. Powiedz znajomym w pracy, szturchnij rodzeństwo. Po coś przecież ten web 2.0 powstał.

Ja niestety nie jestem w stanie oddać krwi, więc tylko przeklejam i proszę Was przynajmniej o to samo.

 
1 , 2