wtorek, 06 listopada 2012
Mój dzionek

Ledwo słoneczko uderzy 

W okno złocistym promykiem, 

Budzę się hoży i świeży 

Z antypaństwowym okrzykiem.

Świat wyobrażeń prawicy o tym, co myślę, robię i czym jestem jako ktoś z przeciwnej strony politycznego spektrum zawsze mnie fascynował. Uwielbiam przyglądać się temu, do czego my, kanapowa lewica potrafimy urosnąć w ich wyobrażeniach. Przeglądając periodyki w stylu Gazety Polskiej i jej codziennej mutacji, Uważam Rze i podobnych, mniejszych odprysków, widzę siebie i swoją formację znacznie większą i znacznie potężniejszą niż rzeczywiście jest. Skala naszych knowań, spisków naszych lobby i tego, jak de facto rządzimy zza kulisów jest niemal niemożliwa do ogarnięcia i bardzo przypomina to, co mogę w nieco tylko innych obszarach internetu przeczytać o Nowym Rządzie Światowym czy o inteligentnych jaszczurach z Zeta Draconis, które przybyły na Ziemię tylko po to, by wygubić większość ludzkości, a resztę zamienić w niewolników spożywanych na podwieczorek. 

Zanurzam się aż po uszy 

W miłej moralnej zgniliźnie 

I najserdeczniej uwłaczam 

Bogu, ludzkości, ojczyźnie.  

Siła moja jest niemal tak samo wielka, jak moje zepsucie. Zepsucie rozumiane bardzo szeroko, jak tylko można naciągnąć pojęcie moralności, której przecież jako lewacki ateista po prostu jestem pozbawiony. Skoro tylko nad moją głową nie świeci aureola dzisięciorga przykazań, automatycznie w myśl zasady kto nie z nami ten przeciwko nam staję się obrazoburcą, bluźniercą i psychopatycznym mordercą embrionów dzieci nienarodzonych, wyzbytym wszelkiej etyki i sprowadzonym na manowce. 

Komunizuję godzinkę, 

Zatruwam ducha, a później 

Albo szkaluję troszeczkę, 

Albo, gdy święto jest, bluźnię 

Zaśmiecam język z lubością, 

Znieprawiam, do złego kuszę, 

Zakusy mam bolszewickie 

I sączę jad w młode dusze. 

Najgorszym z moich grzechów jest jednak propagowanie mojego zepsucia. Gdybym siedział grzecznie w domu i się nie wychylał z czytaniem książek napisanych przez brodatych autorów z haczykowatymi nosami, byłoby to jeszcze jakoś tam akceptowalne. Niestety, ja się nie chcę chować, tylko chadzam ulicami miasta i jeszcze domagam się wolności głoszenia własnych poglądów. Do tego mam czelność protestować przeciwko zapędzaniu mnie z powrotem do mojej nory i robię to absolutnie złośliwie, dokładnie wiedząc że już sama moja obecność krzywi młode i nieukształtowane umysły dzieci i młodzieży. Lewicowość jest zaraźliwa, podobnie jak pedalstwo.

Do domu wracam pogodny, 

Lekki jak mała ptaszyna, 

W cichym mieszkaniu na Chłodnej, 

Czeka drukarska maszyna. 

Odbijam sobie, odbijam 

Zielone dolarki śliczne, 

Komunistyczną bibułę, 

Broszurki pornograficzne. 

Jakby nie było dość było mojego jątrzenia i propagowania zaraźliwych miazmatów, ośmielam się jako lewak zatruwać młode umysły poprzez wydawane przez nas periodyki, z Krytyką Polityczną na czele. Do tego dochodzi złowieszcza machina szkoleń, wykładów i grantów fundowanych przez Cywilizację Śmierci z siedzibą w Brukseli, ukrywającą się m.in. za imieniem dobrego króla Stefana Batorego, bezczeszcząc i plugawiąc jego pamięć.

A potem mała orgijka

W ramionach płomiennej Chajki! 

(Mam w domu taką sadystkę 

Z odsskiej czerezwyczajki.) 

I choć mam milion rozkoszy 

Od Chajki krwawej i ryżej, 

To ciężko mi! Nie na sercu, 

Lecz wprost przeciwnie i niżej. 

Last, but not the least, do całego mojego lewicowego zepsucia dochodzą sprawy czysto (a raczej brudno) seksualne. Całe to pedalstwo, ruja i poróbstwo, zdrady, rozwody, życie na kocią łapę i lanie się po tyłkach, wszystko to, co tylko zaludnia głowy tych, którzy albo ukrywają i tłamszą swoje potrzeby, albo po prostu robią to samo, ale nie chcą się do tego przyznać, ukrywając pod kołdrą i wygaszając światła wokół tego. Bardzo wielu z nich zwyczajnie projektuje swoje marzenia i zachowania na nas, wizualizując sobie to, co robimy i budząc się z potem w nocy. A ja ze swojej strony zapewniam was, moi drodzy chłopcy z ONRu - moja rzeczywistość jest barwniejsza i ciekawsza niż wasze mokre sny, a barwy narodowe bezczeszczę w sposób znacznie bardziej kreatywny i przyjemny niż na załączonym obrazku.

Niech się ciężarem tym ze mną 

Podzieli któryś z rodaków! 

Mój Boże ile tam siedzi 

Głupich endeckich pismaków.

czwartek, 26 maja 2011
Jak zabiłem Jolę Pieńkowską

Stali bywalcy mojego blogaska wiedzą, jaką atencją darzę poranny program śniadaniowy telewizji TVN. Wysyłałem już w jego stronę ze dwie lub trzy notki, ale dzień dzisiejszy przeszedł najśmielsze oczekiwania. Otóż raz na jakiś czas odbieram "Dzień Dobry TVN" podprogowo - jeszcze śpiąc słyszę już głosy i przenikają one do moich snów, wpływając na nie.

Dzisiaj mój sen był snem superbohaterskim. Dział się na szczytach władzy Zjednoczonego Królestwa - odbywał się jakiś wielki bal czy cośkolwiek w tym guście, w czym brali udział książę William i Kate Middleton (tak, to wpływ programu porannego, szanowna współzamieszkała mówiła potem, że było o nich w telewizji), przy czym ta ostatnia gdzieś się zagubiła. William był tym bardzo zmartwiony, dodatkowo właśnie dotarła do nas informacja o tajemniczej śmierci opiekuna Wielkiej Brytanii, który był kimś w rodzaju egipskiego bóstwa, co było fajne i bardzo komiksowe (tak, przedawkowałem Avengersów). W tak zwanym międzyczasie okazało się, że w drodze na nasze spotkanie (wiecie, tych osób bardzo zaangażowanych w bezpieczeństwo i takie tam) jeden z nas padł jak rażony gromem i wiedzieliśmy, że to zamach ze strony zdrajcy, premiera kraju (nazwisko fikcyjne). Tymczasem w sąsiednim pokoju Jola Pieńkowska prowadziła jakieś spotkanie polityczne, na którym był obecny mój przyjaciel Tony Stark (wspominałem o przedawkowaniu, więc się nie dziwcie). Poszedłem tam żeby zobaczyć, że mój przyjaciel (podkreślam, bo to ważne) wypił kieliszek wina, które było trujące. Tony umierał, a Jola nawet tego nie zauważyła, zasłuchana w brzmienie swojego głosu... Byłem wściekły widząc śmierć mojego przyjaciela i obojętność Joli, więc w pewnym momencie zacząłem ją z tej wściekłości dusić. A ona mówiła, mówiła, mówiła - i nie mogła przestać, bo przecieć jej głos dobiegał z telewizora.

Więc jeśli kiedyś okaże się, że znaleziono ciało prowadzącej program poranny w TVN, szukajcie mordercy w gaciach wciągniętych na spodnie i przygotujcie od razu cały oddział gwardii narodowej.

wtorek, 10 maja 2011
Na głupie pytanie głupia odpowiedź

Nie dalej jak kilka tygodni temu piekliłem się o pytanie zadane na teście gimnazjalnym, nakazujące uczniom uzasadnienie, dlaczego papież Jan Paweł II wielkim polskim patriotą był. Wytoczyłem armaty, oddałem całe salwy, ale wszystko to było po nic. Zapomniałem bowiem o najprostszej i najbardziej uniwersalnej zasadzie świata sformułowaną jeszcze przez braci Warnerów w ich kreskówkach z królikiem Bugsem - na głupie pytanie głupia odpowiedź. I tak właśnie się stało:

Zadanie 26 - Uzasadnij, że Karol Wojtyła po wyborze na papieża pozostał patriotą. 
- Kazanie o kremówkach świadczy o patriotyzmie. 
- JP II pozostał patriotą, ponieważ w wolne dni przyjeżdżał do Polski. 
- Przyjeżdżał do Polski na narty. 
- Mieszał się w sprawy Polaków.

Jak widać, rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania. Ale to jeszcze nic, bo dalej kryje się coś takiego:

Zadanie 29 - Napisz rozprawkę na temat ''Patriotą można być zarówno w czasie wojny, jak i w czasach pokoju''.Podaj przykłady z literatury, historii oraz własnych obserwacji. 

Przykłady z literatury: 
- Harry Potter. 
- Bilbo Baggins, bo wracał do swej norki.

A nie mówiłem, że Karol Wojtyła to teraz mieszkaniec tej samej telewizyjnej wioski, co Harry Potter i Bilbo Baggins? :-)  

czwartek, 09 grudnia 2010
You're in high school again

Wiedziałem, że ta chwila musiała kiedyś nadejść:

 

Zapraszamy na BAL ABSOLWENTÓW IX LO, który odbędzie się w dniu 26.02.2011. Ilość miejsc ograniczona, dlatego też wszystkich chętnych prosimy o rezerwowanie miejsc (zapisy). Zaproszenia można nabyć w siedzibie naszej szkoły (ul. Paderewskiego 24). Koszt
zaproszenia 160 zł.
Dyżury organizatorów w godz 17.00-19.00 w dniach:14XII, 16XII.W styczniu we wtorki i czwartki od 4.01.2011 do 31.01.2011.
Informacji udziela sekretariat szkoły pod numerem tel: 42-684-24-45

Zapraszamy na BAL ABSOLWENTÓW IX LO, który odbędzie się w dniu 26.02.2011. Ilość miejsc ograniczona, dlatego też wszystkich chętnych prosimy o rezerwowanie miejsc (zapisy). Zaproszenia można nabyć w siedzibie naszej szkoły (ul. Paderewskiego 24). Koszt zaproszenia 160 zł.

Ostatnia taka okazja przydarzyła się dziesięć lat temu i wtedy o mały włos nie wyleciałem ze szkoły za współudział w zrobieniu gazetki dla absolwentów. Gazetki w zasadzie zupełnie niegroźnej, ale powstałej pod auspicjami nie tego nauczyciela, co powinna, więc skończyło się brzydko. A pani pedagog uprzyjemniała mi życie jeszcze długo później, co wróciło do mnie flaszbakiem kilkukrotnie z okazji m.in. Marty Konarzewskiej.

Teraz sam jestem absolwentem i nawet jestem zaproszony. Ciekawe, czy po szkolnym korytarzu chodzi sobie jakiś Cthulhu ducha winny Ogrodowczyk i się głupi cieszy, że może coś z tego powodu napisać. I czy za kolejne dziesięć lat będzie miał somatyczne objawy na wspomnienie kochanej pani Niny Tomczak.

 

środa, 06 października 2010
Małe wielkie tragedie

 

...bo nie jadłem cały dzień, a chińczyk w słuchawce powiedział, że nie dowożą dzisiaj do domu ;_;

wtorek, 14 września 2010
You made my day

Sądzac po pasji stopkowo blogowej sądze że to ty jestes typem co se lubi popieprzyć w internecie jakieś głupoty co robi, co widział bo tak nie ma sie do kogo odezwać, z angielskim motto, a jakże, światowo! Pewnie masz z 600 znajomych na naszej klasie i razem sobie wrzucacie zdjęcia rękodzieła korączarek łowickich i se dajecie komciki. 
Sztuka dla sztuki, jesli jestes zwiazany z IT to na pewno uwielbiasz linuxa i mógłbyś dyskutować o nim godzinami ale pewnie nie jestes tylko chciałbyś być, taki domorosły amator co zna sie na wszystkim. Jak wyjdziesz z domu to ci obwarzanek wystarczy żeby sobie przypomnieć jak twoje miasto było wielkie przed wojną. Taki PiSowski prawdziwy patriota w skali mikro.

Stąd.

How cute, jestem wzruszony :*

niedziela, 04 kwietnia 2010
It's just a click away

Tę notkę dedykuję mojemu znajomemu, ktory ostatnio napisał wielce emocjonalny komentarz w stylu "zabijają nam Trójkę", a następnie zbulwersował się, że podobnie jak 95% populacji nie daję o to faka i jeszcze mam czelnosć mówić o tym wprost. Napisał do mnie mniej więcej w te słowa: Facecie mieniący się redaktorem portalu muzycznego - radio, zwłaszcza takie jak Trójka, to nie tylko muzyka. Naprawdę tego nie zauważasz???

No więc nie, nie zauważam. Albo inaczej - zauważam, ale co z tego? Rewolucja informatyczna, która się dokonała na naszych oczach spowodowała, że media w kształcie, w jakim je znaliśmy jeszcze dziesięć lat temu odchodzą do lamusa. Kiedyś, mając do dyspozycji tylko zwykłe radio i zwykłą telewizję, byłem niejako skazany na to, co ułożył ktoś inny. Owszem, mogłem zmienić kanał bądź stację, ale co z tego? Nadal odnajdowałem tam to, co przygotował za mnie ktoś inny. Oczywiście mogłem sięgnąć do domowej kolekcji płyt czy filmów - ale ta z oczywistych względów była limitowana. Dziś jest inaczej. Dziś nie obcuję już z muzyką za pośrednictwem radia i stacji muzycznych - dziś wystarczy, że włączę sobie dowolne nagranie na youtube czy last.fm i mogę się już dalej odbijać do innych, równie darmowych nagrań. To ja kreuję własną plejlistę i jeśli dane nagranie mi nie odpowiada, to je zmieniam - na takie, które będzie mi się podobało. Jeśli spodoba mi się tak, że zapragnę je mieć na dysku (chociaż pragnę coraz mniej; łatwiej mi wygrzebać coś w Sieci niż na wlasnym dysku czy mp3plejerze/telefonie/ajpodzie), to wystarczy kliknięcie i mogę sobie dany utwór kupić w formie pliku mp3 albo zamówić płytę.

Last.fm czy youtube proponują piosenki, które są podobne lub które mogą się mi spodobać. W laście dochodzi jeszcze czynnik społecznościowy - nie zliczę, ile nagrań "pożyczyłem" od znajomych. Do tego dochodzą blogaski znajomych lub ludzi, których gustowi ufam - jedno kliknięcie i albo mi się podoba, albo nie. Nie muszę mowić, że niemal żadnego z poznanych w ten sposób nagrań nie spotkałbym na natenie ogólnodostępnego radia. Obecnie kolejność pojawiania się muzyki wygląda tak: artysta --> internet --> redaktor/internauta --> radio/telewizja/prasa muzyczna --> słuchacz/widz/czytelnik. Czekając, aż coś odkryje któryś z redaktorów radiowych, nie dość, że zauważam pewne rzeczy później, ale też odbieram już treści wstępnie przefiltrowane przez gust danego redaktora, albo, co gorsza, badania focusowe.

Tutaj pewien disklejmer - urodziłem się w rodzinie radiowej. Mój ojciec przewinął się przez niemal wszystkie łódzkie stacje radiowe (i sporo pozałódzkich) i choćby z tego powodu od małego widziałem, jak się "robi" radio. I tu dochodzimy do punktu, ktory tak zbulwersował Kamila - tego "czegoś więcej". Ja naprawdę wiem, jak wygląda to "nie tylko muzyka" i daleki jestem od zachwytu. Radio publiczne odkąd pamiętam tańczy tak, jak mu zagrają kolejni prezesi z partyjnego nadania. Podobnie zresztą telewizja. Radia prywatne znają tylko jednego boga, którym jest sluchalność i wpływy z reklam. Z pamięci jestem w stanie wymienić co najmniej pięć kolejno następujących po sobie akcji "zabijają nam Trójkę" - i co z tego? Czy cokolwiek się zmieniło? Zmieniają się nazwiska, zgodnie ze starą zasadą rotuj się kto może, ale system jest ten sam. Kolejne lamenty interesują coraz węższe grono odbiorców, rokrocznie uszczuplane przez nieubłaganą demografię z jednej strony i stały nacisk internetu z drugiej. Ja już dawno przestałem dawać faka, bo zwyczajnie nie ma o co. Dlaczego mam umierać za Magdę Jethon? Albo Krzysztofa Skowrońskiego? Albo innego hudefaka, którego nazwiska nawet nie pamiętam? Wolę odpalić tubkę albo lasta.